BCCCAP00000000000000000000759
nach. Przyszła ubrana jak zwykle i bardzo uśmiech nięta. Powiedziałam do Niej: «Przyniosłam Ci ró– żańce do pocałowania.» Ona odpowiedziała: « Wi– dzę.» Miaiam w ustach gumę do żucia. «Conchito, dlaczego nie wyciągniesz tego i nie złożysz w ofierze na chwalę Mojego Syna.» Wyję/am Ją z ust zawsty– dzona i rzuciłam na ziemię. Mówi/a dalej: «Zapa– miętaj, co _;jowiedzialam ci w dniu twych imienin, że będziesz wiele cierpieć na ziemi... teraz ci to powta– rzam. UfG:J' Nam. Wszystko ofiaruj Naszym Sercom dla dobra twoich braci i w ten sposób będziesz Nas odczuwała blisko siebie.» Powiedziałam Jej: «Jakże bardzo jesrem niegodna, o Matko, tylu łask udzielo– nych mi przez Was. A Wy jeszcze przychodzicie dziś do mnie, aby ulżyć mi w tym małym krzyżu, jaki wła śnie niosę.1> «Conchito, JA NIE PRZYCHODZĘ JE– DYNIE DO CIEBIE, LECZ DO WSZYSTKICH MO– ICH DZIECI z pragni~niem przyciągnięcia ich do Naszych Serc... A teraz daj mi do pocałowania wszy– stko, co pr=ynioslaś. » Zrobiłam to. Po pocałowaniu wszystkiego Dziewi– ca powiedziała mi: «Dzięki pocałunkowi, który z/oży łam na tyci2 przedmiotach, Mój Syn posłuży się nimi, aby dokonać cudów. RozdajJe.» Dziewica zainteresowała się następnie prośbami i pytaniami ?rzekazanymi Jej przez Conchitę w itnie– niu różnych osób i dorzuciła z wylewną czułością: «MÓWMl O MOICH DZIECIACH! Mam je wszyst– kie podMoim płaszczem.» «Ale ten płaszcz jest bar– dzo mały. ~Vie zmieścimy się tam wszyscy.» Dziewica nie mogła ::>panować uśmiechu. - 225 -
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy NDA3MTIz